ChampionMan Duathlon 2019 czyli... moja historia bliskiego (i bolesnego) spotkania z asfaltem...

ChampionMan Duathlon 2019 - duathlon w Czempinie po raz kolejny dowiódł, że jest ze mnie kawał zdeterminowanej baby... 20 kilometrów przed końcem trasy rowerowej zaliczyłam spektakularne spotkanie z asfaltem. A potem wstałam, otrzepałam kurz i ruszyłam dalej pokonując ból i przekraczając kolejną granicę niemożliwego. Ale od początku...

 IMG 0349

10 kilometrów biegu, 60 kilometrów na rowerze i na koniec 10 kilometrów biegu - tyle liczyła trasa dystansu średniego w duathlonie w Czempinie gdzie odbywały się Mistrzostwa Polski. Trasa raczej długa niż krótka i raczej wymagająca. Pierwszy bieg odbywał się w palącym słońcu. Nie lubię biegać w takim upale więc osiągnięty czas nieco ponad 44 minut był szczytem moich możliwości tego dnia. Na mecie potwornie bolała mnie głowa, czułam się odwodniona i nie miałam pojęcia jak mam teraz wsiąść na rower i pokonać 60 kilometrów trasy... Po kilkunastu kilometrach kręcenia organizm się jednak przyzwyczaił i złapałam rytm. Uda i łydki podawały - czułam, że o dziwo - mam moc i że jest dobrze!

 

Popsuł mi się licznik więc nie miałam pojęcia ani z jaką prędkością jadę ani ile dokładnie pokonałam już kilometrów. Jedynym wyznacznikiem były punkty zwrotne na trasie. Wydawało mi się, że jadę nie najwolniej co wnioskowałam po dystansie dzielącym mnie od Michała i po tym, że zdarzało mi się od czasu do czasu kogoś wyprzedzić... Na drugim okrążeniu czułam już spory dyskomfort w okolicy pleców. Przepuklina w odcinku lędźwiowym daje mi niestety o sobie znać kiedy zbyt długo tkwię w jednej niewygodnej pozycji na rowerze. Skulona na lemondce czułam, że zaczyna mi już mocno doskwierać. Chciałam poprawić pozycję... 

 IMG 0355

Chwila nieuwagi. Moment zmęczenia, które zaburza jasność myślenia. Straciłam panowanie nad kierownicą, rower odskoczył, zahaczyłam o niego kolanem i... poleciałam. Odwróciło mnie tyłem i jak w zwolnionym kadrze filmu miałam pełną świadomość, że lecę i już nic nie mogę zrobić...

Trzasnęłam plecami na asfalt i momentalnie poczułam makabryczny ból. Rower spadł na mnie i odleciał na bok. Na chwilę zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam nic się nie zmieniło. Ból był tak silny, że czułam go w koniuszkach palców. Nie byłam w stanie się ruszyć. Nie myślałam o niczym tylko leżałam próbując oddychać. Wdech - wydech... Ból. Kosmiczny ból. Poruszyłam delikatnie stopami żeby uspokoić głowę. Przeszywający ból, ale udało się je ruszyć. Będę żyć. Będzie dobrze... pomyślałam. W międzyczasie minęło mnie chyba kilka osób aż nagle stanęło nade mną dwóch chłopaków pytając czy wszystko okej. Ktoś się zatrzymał. Nie byłam już sama. Będzie dobrze...

 

Zaczęli wołać po pomoc. Niedaleko stał samochód straży pożarnej. Wtedy do mnie dotarło, że to będzie koniec zawodów. Chciałam spróbować wstać. Poprosiłam jednego z chłopaków żeby podał mi rękę. Jakoś się podniosłam. Nogi mi się trzęsły a ból w dole pleców był naprawdę silny. Uklękłam i próbowałam wstać o własnych siłach. Powiedziałam im żeby jechali dalej. I że... ja też chce jechać dalej bo ja się nie poddaję. Zatrzymała się przy mnie jeszcze dziewczyna, która powiedziała że jej się nie spieszy bo się nie ściga. Podjechała straż i zaczęłam im tłumaczyć, że nie chcę pogotowia, że przecież stoję o własnych siłach i że spróbuję wsiąść na rower... i skończyć te zawody. I że przecież jak nie dam rady jechać to nie pojadę. Musiałam być przekonująca i wyglądać na zdeterminowaną, bo choć usłyszałam, że nie jestem normalna, puścili mnie.

 IMG 0371

Nie powiem ile mnie kosztowało podniesienie nogi ponad ramę roweru. Jeszcze trudniejsze okazało się powolne kręcenie pedałami. Zmniejszyłam przerzutkę i powoli przemieszczałem się naprzód. Ale każdy nacisk na pedały powodował wielki ból. Łzy samoistnie spływały mi po twarzy ale bałam się puścić kierownicę żeby sięgnąć po chusteczkę. Strach - to poza bólem był drugi dominujący towarzysz, jak się okazało około 20 kilometrów trasy rowerowej, które zostały mi po upadku do strefy zmian.

 

Kiedy jednak dojechałam wreszcie do końca (dużo wolniej niż przed glebą) wiedziałam już, że jakoś ukończę te zawody. 10 kilometrów biegu - tyle mi zostało do mety. 10 kilometrów męczarni i jednocześnie dumy, że nie poddałam się mimo fatalnego doświadczenia. Truchtałam powoli. Kilka razy zatrzymywałam się zgięta w pół próbując powstrzymać łzy i wyrównać oddech. Nie byłam w stanie przyspieszyć nawet tuż przed metą, bo każdy większy krok skutecznie ograniczał świdrujący ból w dole pleców.

IMG 0372

Nie wiem jak pokonałam te ostatnie 30 kilometrów trasy. Adrenalina robi z człowiekiem niesamowite rzeczy. Kiedy odpuściła po zawodach nie byłam w stanie samodzielnie usiąść ani wstać. Ani tym bardziej się przebrać.IMG 0362

Od zawodów minęły 2 dni. Będzie bolało długo. Stłuczona kość ogonowa może wydawać się pierdołowatą kontuzją, ale potrafi bardzo uprzykrzyć życie. Na długie tygodnie - ludziom, którzy spadli np. z krzesła we własnym domu. Jak długo przyjdzie mi się mierzyć z bólem po tym jak walnęłam nią z impetem o asfalt jadąc ca 25 - 30 km/ h?

 



Komentarze ()