Mallorca

GDYNIA Półmaraton 2019 - w pogoni za satysfakcją

Biegam już 19 rok i mam na swoim koncie kilkanaście startów w pólmaratonach i drugie tyle albo i więcej w dłuższych dystansach. Przez te wszystkie lata nauczyłam się jednego - nie chodzi o konkretny czas jaki uzyska się na mecie. Nie chodzi o to czy udało się pobiec szybciej niż koleżanka. Nie chodzi o to, żeby za każdym razem zrobić życiówkę. Chodzi o to czy kiedy biegniesz dajesz z siebie wszystko? Czy robisz co możesz, żeby uzyskać jak najlepszy rezultat tego dnia? Jeśli uda mi się tak pobiec to jestem z siebie zadowolona. Przekraczanie granicy komfortu boli, ale satysfakcja na mecie wynagradza wszystko. Takie biegi pięknie się wspomina.

IMG 9198

W półmaratonie w Gdyni startowałam trzeci raz. Uwielbiam wracać w to miejsce, a z przyczyn osobistych półmaraton w Gdyni zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Pierwszy bieg uliczny w tym sezonie, dobry trening i początek przedłużonego pięknego weekendu - taki był „plan na Gdynię”. 

IMG 9212

Mieliśmy z Michałem pobiec razem, ale bakcyle pokrzyżowały nam trochę plany i finalnie stanęłam na starcie półmaratonu w pojedynkę. Nie chciało mi się, przyznaję. Nie miałam pojęcia w jakiej aktualnie jestem formie - od miesięcy nie robiłam treningów stricte biegowych. Prawda jest taka, że od półtora roku nie trenuję biegania. Trenuję triathlon, co w praktyce oznacza, że stałam się bardziej wszechstronnym sportowcem, ale też mniej czasu poświęcam na konkretną dyscyplinę. Ostatnio z resztą głównie kręciłam na trenażerze uciekając przed zimnem na dworze z powodu ciągłych kłopotów z infekcjami. Mimo to zakładałam, że mój rezultat może oscylować koło 1 h 40 minut. 

Biegło mi się doskonale przez pierwszą połowę trasy. Zero zmęczenia, zero zadyszki, zero myślenia o tempie. Później jednak dopadł mnie potężny kryzys, który „zaatakował” znienacka i dał mi ostro popalić… Dobiegałam właśnie do choragiewki z oznaczeniem 10 kilometra kiedy (dosłownie nagle) poczułam, że jestem bardzo zmęczona. Wydawało mi się, że biegnę dużo za szybko więc kontrolnie spojrzałam na zegarek. Ze zdziwieniem odnotowałam, że wcale nie przyspieszyłam, ale wręcz przeciwnie - biegnę mniej więcej 15-20 sekund na km wolniej niż wcześniej kiedy od czasu do czasu zerkałam na zegarek.

IMG 9306

Od razu przyszła myśl - zbyt szybko zaczęłam ten bieg. Czyżbym aż tak nieumiejętnie oszacowała swoje możliwości? Biegam od 19 lat i nie potrafię rozłożyć sił w biegu? A może wyszłam z wprawy bo dawno nic nie biegłam? Może jestem zwyczajnie bez formy? Podeszłam nieprzygotowana do tego półmaratonu… Myśli, które przychodziły mi do głowy przez dobrych kilka kilometrów trudno nazwać optymistycznymi. Jednak coś nie dawało mi spokoju i sprawiało, że nie mogłam zupełnie odpuścić. Biegłam noga za nogą walcząc z kryzysem. 

Kiedy dogoniła mnie grupa z pacemakerem biegnąca na czas 1:40 tąpnęła mnie myśl, że co jak co, ale nie mogę się tak po prostu poddać! Przyspieszyłam wiedząc, że mam przed sobą jeszcze przynajmniej 6 kilometrów. Nie miałam pewności czy wytrzymam tempo, ale wiedziałam, że nie będę z siebie zadowolona jeśli nie spróbuję. O tym myślałam zbliżając się do mety w Gdyni. I o tym, że czekają mnie prawie trzy piękne dni w Trójmieście. Chciałam być zadowolona z tego biegu! 

IMG 9226

Tuż przed końcówką dała popalić ulica Świętojańska pnąca się nieznacznie, ale cały czas, pod górę. Ale potem zostały ostatnie dwa kilometry do mety i to był ten moment kiedy wiedziałam, że dałam z siebie ile mogłam i że to był dobry bieg. Zostało mi trochę sił na finisz. Dwa kilometry do mety, widok na zatokę i ostatnia prosta na Bulwarze Nadmorskim. Ostatecznie przekroczyłam metę na plaży po 1h 36 min 24 sekundach. Wielka satysfakcja,  i moc endorfin. Uwielbiam ten stan. 

IMG 9309 

 



Komentarze ()