szczypta szaleństwa

Motywacja do biegania w upalne dni

keep runningMotywacja to zmienny grunt. Jednego dnia potrafi być silna i pewna, a następnego dnia ugina się pod nogami. Czasem ma się poczucie, że nie ma jej wcale i... mkniemy szybko w dół. Dosłownie, bo jak się ominie ze dwa czy trzy treningi to (przynajmniej ja tak mam) zaczyna się wpadać w nietęgi nastrój, pojawiają się wątpliwości we własne siły i zaczyna się wyrzucanie sobie od leniwych, niekonsekwentnych i słabych... No, może nie aż tak, ale... po prostu naprawdę  lubię w sobie tą cechę - determinację w dążeniu do celu. I fakt faktem, że jeśli mówię A czyli decyduję się na podjęcie wyzwania w postaci udziału w jakichś zawodach to lubię zaliczyć cały alfabet zanim dotrę do Z czyli do samego udziału. Albo przynajniej większość literek - czyli przygotowań. Spontan jest fajny, ale nie ma nic fajnego w starcie w morderczym biegu bez przygotowania. Zatem... motywacja na codzień jest pożądana!

Jak ją podkręcić, podsycić, utrzymać, przywrócić, wzmocnić, wskrzesić? Przedstawiam kilka moich sposobów na motywację w upalne dni.  Stosuję je od kilku lat i najwyraźniej działają, bo nie pamiętam kiedy odpuściłam sobie trening z powodu wysokiej temperatury za oknem:)

  • Zmieniam plan treningowy - postanawiam sobie po prostu pójść pobiegać tyle i tyle kilometrów bez nastawiania się na tempo (nawet jeśli w planie było szybkie bieganie) Lepiej zrobić kilka km więcej wolniej niż zajechać się nadmierną szybkością w gorący dzień. Jeśli mam siłę - przyspieszam. Jeśli nie - po prostu biegnę przed siebie równym tempem.
  • Trzymam ubranie do biegania na wierzchu - przypomina mi o treningu.
  • Oznajmiam "wszem i wobec", że idę na trening.
  • Zabieram ze sobą wodę. W upalne lato pas z bidonami to mój nieodłączny ekwipunek. To, że go mam (nawet na krótkich treningach) daje mi poczucie, że będzie łatwiej.
  • Biegam w towarzystwie. Razem jest łatwiej i sympatyczniej. I nie myśli się o upale. A przede wszystkim trudniej zrezygnować z treningu kiedy ktoś na Ciebie czeka.
  • Planuję sobie nagrodę po treningu. Z reguły coś, na co mam największą ochotę. A co! Żyje się tylko raz!
  • Powtarzam sobie, że trening w upalnych warunkach naprawdę poprawia moją kondycję i później będzie już tylko łatwiej:)
  • Kiedy mam iść na trening po południu nie wracam przed nim do domu; idę biegać bezpośrednio po pracy. Pokusy w postaci zalegnięcia na kanapie, zjedzenia miski lodów czy wypicia chłodnego piwa są daleko i... nie kuszą:)

Dzisiejszy trening?  24 kilometry wokół Lasu Łagiewnickiego, a konkretnie trasą półmaratonu Szakala. Motywacja? Wspólny trening ze znajomymi (umówiliśmy się wczoraj) - dzięki chłopaki:) I nagroda na po treningu - marzyła mi się coca-cola z lodem i cytryną. Nie komentować - nie interesuje mnie kwestia jej "wartości odzywczych" - smakowała bosko!!!

 

 

 



Komentarze ()