Bieganie poza utartymi szlakami...

Projekt: Biegiem przez Pireneje - od Atlantyku po Morze Śródziemne...

Zgłosiłam niedawno pewien pomysł do konkursu, o którym dowiedziałam się trochę przypadkiem i na tyle byłam zaabsorbowana całym moim chaotycznym ostatnio życiem, że niemal przegapiłam ostateczny termin zgłoszeń. Ale gdzieś między powrotem z pracy, wieczornym bieganiem, kolejnymi mailami pisanymi po nocach i zabawą z moim roześmianym kochanym Aniołkiem przypomniałam sobie, że w sumie to mam takie biegowe marzenie... Opisałam to tak jak czułam (jak się później okazało musiałam ten opis o ponad 1/3 skrócić bo był limit znaków:)) - tutaj jednak limitu znaków nie mam więc wklejam całość... Jeśli komuś z Was przypadkiem spodoba się ten pomysł i nie będziecie mieć akurat nic innego do roboty to będe wdzięczna jeśli zagłosujecie na mnie...

 

Są ludzie, którzy namiętnie wspinają się w wysokie góry. Są tacy, którzy walczą z wodą uprawiając rafting wartkimi rzekami i są tacy, którzy szukają adrenaliny skacząc z przestworzy… Ja –  biegam. Jestem biegaczką: od 12 lat z przerwami na kontuzje, dołki  i potknięcia przemierzam kolejne kilometry na własnych nogach. I wtedy czuję, że żyję. Biegam wieczorami, kiedy moje dziecko już śpi, biegam w ciemności, w deszczu i w zamieciach śnieżnych. Biegam w upalne letnie dni kiedy żar leje się nieba. Biegam kiedy mi się nie chce i kiedy chce mi się tak bardzo, że brakuje mi przestrzeni do tego biegania…

Właśnie o przestrzeń tu chodzi między innymi. I o góry, bo poza bieganiem kocham góry. Plan jest taki żeby przebiec wzdłuż Pireneje – od Atlantyku po Morze Śródziemne. Tylko góry, szlak, droga, moje własne dwie nogi i siła umysłu, która pozwoli na wykonanie zadania.

 

Po co mi to? Ponieważ chcę udowodnić sobie, że mogę, że dam radę, że jestem wystarczająco silna mimo, że jestem przedstawicielką tej teoretycznie słabszej płci… Dlaczego? Ponieważ się boję. Ponieważ z jednej strony przeraża mnie perspektywa pokonania takiego dystansu przez góry biegiem. Z drugiej strony fascynuje mnie ta idea. Niekończące się podbiegi, kamyki uciekające spod stóp, maksymalne zmęczenie, wycieńczenie i… kolejne kilometry przede mną - łącznie około 800.

Dlaczego Pireneje? Bo kiedy na studiach wybrałam się w samotną podróż z plecakiem przez południe Hiszpanii  żałowałam, że kończąc wyprawę w Barcelonie nie mam dość czasu żeby wybrać się w góry; bo to jest konkretny cel przebiec  od wybrzeża do wybrzeża;  bo intryguje mnie atmosfera górskich miejscowości Hiszpanii, Francji i Andory.

 

Chcę odbyć tę podróż razem z moim mężem, który będzie mi towarzyszył na rowerze transportując niezbędny prowiant i służąc pomocą lekarską po co trudniejszych odcinkach. Wspólne pokonywanie trudności zacieśnia więzi dlatego nie mam wątpliwości, że chciałabym mieć obok siebie właśnie mężczyznę, którego wybrałam kilka lat temu na towarzysza życia…

Podróż zaczniemy w San Sebastian na wybrzeżu Atlantyku.  Trasę będziemy modyfikować z dnia na dzień w zależności od warunków pogodowych i informacji zaczerpniętych od napotkanych ludzi kierując się cały czas w stronę Morza Śródziemnego jednym ze szlaków prowadzących przez góry. Wyprawę skończymy w Banylus-sur-mer . Na wyprawę przeznaczam miesiąc czasu. Dziennie to około 27-30km biegu przez góry.

 

Taka podróż wymaga solidnego przygotowania - fizycznego związanego z przygotowanie mięśni do takiego wysiłku i psychicznego - do pokonania trudności, które będą po drodze. Takie trasy pokonuje się przede wszystkim dzięki sile psychicznej i wytrzymałości własnego umysłu. Wierzę, że jestem wystarczająco silna, żeby tego dokonać. Nie mam co do tego pewności, ale być może byłabym pierwszą Polką, która przebiegłaby Pireneje wzdłuż od Atlantyku po Morze Śródziemne. Fajna myśl…

 

Zagłosować można tutaj: http://www.miejodwage.pl/720

Z góry dzięki:)

 

PS. Jeśli tutaj i w ten sposób się nie uda - i tak planuję kiedyś to zrobić. Marzenie zakiełkowało więc przyjdzie czas na jego realizację:)



Komentarze ()