szczypta szaleństwa

Po czym poznać, że forma rośnie?

25kmJest inaczej niż było w poprzednim sezonie biegowym. Jeszcze pół roku temu wybierając się na "zwykłe bieganie" tj. na bieganie bez patrzenia na zegarek moje tempo "komfortowe" oscylowało wokłół 5:15-5:20 min/km. Teraz wychodzę biegać i ze zdumieniem stwierdzam, że mój komfort zdecydowanie sie przesunął i leży gdzieś między... 4:50-5:00 min/km. To spory progres. Wnioskuję, że moja forma ma się zdecydowanie lepiej niż jeszcze kilka miesięcy temu:) Jeszcze pół roku temu po długich wybieganiach lub mocniejszych interwałach na drugi dzień miałam "zakwasy". Teraz w zasadzie ich nie miewam - nie po bieganiu. Nawet po biegach tempowych, po zawodach (ostatnio sprawdzam się na biegach z cyklu Puchar Maratonu) ani po interwałach - następnego dnia wstaję z łóżka i praktycznie nie czuję zmęczenia mięśni.

Chyba tak właśnie wygląda wzrost formy. Nie chodzi tylko o czasy na zawodach. Liczy się szybkość regeneracji i to jak się czujemy biegając w określonym tempie.

Jak doprowadzić do wzrostu formy? Myślę (nie - jestem przekonana!), że to jest kwestia czasu. I dobrego treningu oczywiście też, ale przede wszystkim czasu. Bieganie na długie dystanse to nie jest konkurencja, w której w jednym sezonie można wznieść się na sam szczyt (niektórzy szybko zyskują formę, ale też czesto później padają ofiara kontuzji). Tutaj trzeba lat na stopniowe budowanie formy. To, co wybiegało się w jednym sezonie nie "znika", to buduje bazę pod kolejny sezon. Liczy się wszystko. Każde długie wybieganie, każde zmaganie z podbiegami i każdy sensowny trening tempowy. Ogranizm pamięta. Myślę, że to dotyczy nie tylko biegaczy - amatorów. Myślę, że tak jest również w przypadku profesjonalistów, którzy planują treningi i starty często na kilka lat do przodu.

Ja jestem amatorką. I jestem przekonana, że teraz właśnie czuję efekty treningów z ubiegłego roku. Dzięki temu moje trenigi teraz przychodzą mi "łatwiej". Szybsze tempo przychodzi łatwiej, podbiegi przychodzą łatwiej (choć nad tym sporo muszę jeszcze popracować...)

 

PS. Dzisiaj byłam na ostatnich zawodach z cyklu Puchar Maratonu DOZ. 25km. 5 pętli przez łódzki "Arturówek", BARDZO dużo podbiegów i... jeszcze więcej endorfin:):):) Cudownie było. Cudowna pogoda, cudowny bieg, wspaniałe wsparcie mojego kolegi Andrzeja. Dobiegłam 2-a wśród kobiet, 1-a w mojej kategorii wiekowej. 25 kilometrów zajęło mi trochę ponad 1 godzinę i 53 minuty. Naprawdę forma rośnie!

Idąc za radą Jacka K. - tym razem "trenowałam" picie po drodze (zatrzymując sie na moment). To tak z myślą o kwietniowym maratonie. Napoje były lodowato zimne... oj, mój żołądek tego nie lubi, ale... nie było źle!

 

Foto: Marcin Wojciechowski



Komentarze ()